Tom Collins w Lastriko – kultowy koktajl serwowany w zielonym ogrodzie w samym centrum Krakowa.

Gdzie jest Tom Collins? Od Nowojorskiej Mistyfikacji po Najlepsze Koktajl Bary w Krakowie

Czy kiedykolwiek wszedłeś do baru i zapytałeś o kogoś, kogo nigdy nie spotkałeś? W 1874 roku na ulicach Nowego Jorku i Filadelfii takie pytanie mogło zaprowadzić cię w sam środek jednego z najbardziej absurdalnych i genialnych żartów w historii – mistyfikacji, która dała światu nieśmiertelny koktajl. Tom Collins to nie tylko drink; to legenda zamknięta w wysokiej szklance, postać z pogranicza mitu i rzeczywistości, której historia jest równie orzeźwiająca jak jej smak. Wyobraź sobie idealnie zbalansowaną kompozycję: botaniczną ostrość ginu, świetlistą kwasowość świeżej cytryny, delikatną słodycz syropu i żywiołowe musowanie wody sodowej. To kwintesencja elegancji i prostoty, napój, który od blisko 150 lat jest synonimem letniego orzeźwienia i ponadczasowego stylu.

Jednak opowieść o Tomie Collinsie to coś więcej niż tylko przepis. To podróż przez zadymione londyńskie kluby dla dżentelmenów, hałaśliwe amerykańskie saloony i karty menu najbardziej szanowanych barmanów w historii. Ta podróż wcale się nie skończyła. Dziś, poszukiwanie idealnego Toma Collinsa jest nierozerwalnie związane z odkrywaniem sceny koktajlowej, a niewiele miast oferuje tak fascynujące tło dla tej przygody jak Kraków. Tętniące życiem Krakow nightlife to labirynt możliwości, od historycznych piwnic Starego Miasta, gdzie echa wieków mieszają się z dźwiękiem shakera, po artystyczne, niszowe zaułki Kazimierza, w których każdy Kraków pub ma swoją duszę.

Ten artykuł jest przewodnikiem po obu tych światach. Razem rozwikłamy zagadkę narodzin Toma Collinsa, zbadamy, kto tak naprawdę stał za jego stworzeniem, i nauczymy się, jak przygotować jego perfekcyjną wersję. A kiedy już poznamy jego sekrety, wyruszymy na poszukiwania. Naszym celem będzie odnalezienie miejsc, gdzie duch Toma Collinsa jest wciąż żywy – best cocktail bars Krakow, które z szacunkiem podchodzą do klasyki, jednocześnie nadając jej współczesny charakter. Bo ostatecznie, pytanie „Gdzie jest Tom Collins?” to dziś synonim pytania „Gdzie w Krakowie znajdę perfekcyjny koktajl?”. Czas znaleźć odpowiedź.

Tajemnica Narodzin: Angielski Dżentelmen czy Amerykański Żart?

Historia każdego wielkiego koktajlu jest jak fascynująca powieść detektywistyczna, pełna sprzecznych tropów, fałszywych świadectw i barwnych postaci. W przypadku Toma Collinsa mamy do czynienia z dwoma głównymi podejrzanymi, a ich historie dzielą Atlantyk i fundamentalnie różnią się charakterem. Z jednej strony mamy logiczną, ewolucyjną opowieść z serca wiktoriańskiego Londynu. Z drugiej – anegdotę o masowym, absurdalnym żarcie, który opanował Amerykę. Która z nich jest prawdziwa? Być może obie mają w sobie ziarno prawdy.

Opowieść Pierwsza – John Collins, Dżentelmen z Londyńskiego Limmer’s Hotel

Naszą podróż w czasie rozpoczynamy w Londynie lat 60. XIX wieku, w miejscu zwanym Limmer’s Old House koktajl bar. Był to popularny hotel i kawiarnia, znany z klienteli składającej się z arystokratów i oficerów wojska – towarzystwa, które ceniło sobie dobre trunki i nie stroniło od hucznej zabawy.1 Głównym kelnerem i barmanem w tym przybytku był człowiek nazwiskiem John Collins.8 Słynął on ze swojej specjalności – orzeźwiającego ponczu na bazie ginu, który z czasem zyskał miano „John Collins”.

Kluczowym elementem tej historii jest rodzaj używanego alkoholu. W tamtym okresie podstawą ponczu Collinsa był Genever, znany również jako „Holland gin”.Był to holenderski, słodowy i nieco słodszy trunek, uważany za przodka współczesnego ginu. Z biegiem lat gusta Anglików ewoluowały, a na rynku coraz większą popularność zdobywał lokalny, lekko słodzony gin w stylu Old Tom. Barmani, idąc z duchem czasu, zaczęli zastępować Genever właśnie tym ginem. Ta z pozoru niewielka zmiana w recepturze pociągnęła za sobą zmianę nazwy. Ponieważ drink był teraz robiony z ginu Old Tom, naturalnym krokiem było przemianowanie go z „John Collins” na „Tom Collins”. Ta wersja historii jest elegancka, logiczna i poparta historycznymi poszlakami, w tym rymowanką z epoki, która uwieczniła postać barmana:

My name is John Collins, head waiter at Limmer’s,

Corner of Conduit Street, Hanover Square,

My chief occupation is filling brimmers,

For all the young gentlemen frequenters there.

Opowieść Druga – Wielka Mistyfikacja Toma Collinsa z 1874 Roku

Przenieśmy się teraz przez ocean, do Nowego Jorku i Filadelfii roku 1874. To właśnie tam rozegrała się historia znacznie bardziej barwna, absurdalna i, co najważniejsze, niezwykle chwytliwa. Wszystko zaczęło się od niewinnego, choć złośliwego żartu. Scenariusz był prosty: dowcipniś podchodził do znajomego (lub nieznajomego) i z udawaną troską pytał, czy słyszał, co opowiada o nim niejaki Tom Collins. Mówiono, że ten tajemniczy osobnik rozgłasza po barach najgorsze oszczerstwa i kłamstwa na jego temat.

W czasach, gdy kwestie honoru często rozwiązywano za pomocą pięści, taka wiadomość wywoływała natychmiastową reakcję. Ofiara żartu, kipiąc z oburzenia, ruszała w pościg za nieuchwytnym oszczercą, biegnąc od baru do baru, od koktajl baru do koktajl baru i dopytując o Toma Collinsa. Oczywiście, Tom Collins nie istniał. Był to XIX-wieczny odpowiednik miejskiej legendy, który rozprzestrzeniał się z wirusową prędkością. Żart stał się tak popularny, że zyskał miano „Wielkiej Mistyfikacji Toma Collinsa z 1874 roku”. Gazety podchwyciły temat, drukując fałszywe doniesienia o rzekomych miejscach pobytu Collinsa, a nawet pisano o nim piosenki.

Geniusz tej historii tkwi w reakcji jednego z nowojorskich barmanów. Zauważywszy, że do jego lokalu co chwila wpadają zdenerwowani mężczyźni, głośno domagający się spotkania z Tomem Collinsem, postanowił wykorzystać sytuację. Zamiast tłumaczyć, że taka osoba nie istnieje, z uśmiechem odpowiadał, że owszem, ma Toma Collinsa. Następnie serwował im wysoką szklankę orzeźwiającego drinka na bazie ginu, cytryny, cukru i wody sodowej, który właśnie w ten sposób ochrzcił. To był strzał w dziesiątkę. Drink idealnie pasował do sytuacji – chłodził rozgrzane głowy i zamieniał frustrację w przyjemność.

Choć historia o Johnie Collinsie jest prawdopodobnie bliższa chronologicznej prawdzie, to właśnie amerykańska mistyfikacja nadała koktajlowi jego legendarny status. Pokazuje to fundamentalną zasadę, która obowiązuje do dziś, od XIX-wiecznych saloonów po nowoczesny cocktailbar Krakow: dobra historia sprzedaje się lepiej niż suchy fakt. Opowieść o wielkim żarcie była zabawna, angażująca i łatwa do zapamiętania. Sprawiła, że zamawianie Toma Collinsa stało się czymś więcej niż tylko prośbą o drinka – było uczestnictwem w kulturowym fenomenie. To właśnie siła narracji, a nie tylko smak, zapewniła Tomowi Collinsowi nieśmiertelność.

Receptura Unieśmiertelniona: Jak Jerry „Profesor” Thomas Stworzył Klasyka

Każda legenda, aby przetrwać, potrzebuje kogoś, kto spisze jej historię. W świecie miksologii tym kimś był Jerry „Profesor” Thomas – postać absolutnie ikoniczna, uważana za ojca amerykańskiego barmaństwa. To właśnie on przeniósł sztukę tworzenia koktajli z ulotnej tradycji ustnej w sferę skodyfikowanej wiedzy, dostępnej dla każdego, kto potrafił czytać.

Jerry Thomas był showmanem, innowatorem i autorem przełomowego dzieła „The Bar-Tender’s Guide” (znanego również jako „How to Mix Drinks or The Bon-Vivant’s Companion”), opublikowanego po raz pierwszy w 1862 roku. Była to pierwsza w historii Stanów Zjednoczonych książka z przepisami na drinki, prawdziwa biblia dla każdego szanującego się barmana. To właśnie w tej książce, a konkretnie w jej drugim, rozszerzonym wydaniu z 1876 roku, po raz pierwszy w historii oficjalnie udokumentowano przepis na koktajl Tom Collins.1 Ten moment był kluczowy. Dzięki Thomasowi drink, który narodził się z londyńskiej ewolucji lub nowojorskiej mistyfikacji, został ostatecznie zdefiniowany i wprowadzony do kanonu.

Analizując oryginalną recepturę Thomasa, odkrywamy kilka interesujących szczegółów, które różnią ją od współczesnej wersji. Przepis z 1876 roku brzmiał następująco 1:

  • 5 lub 6 kropli syropu gumowego (gum syrup)

  • Sok z małej cytryny

  • 1 duży kieliszek do wina ginu

  • 2 lub 3 grudki lodu

„Dobrze wstrząsnąć i przelać do dużej szklanki barowej. Dopełnić zwykłą wodą sodową i pić, póki jest żwawe.”

Zwróćmy uwagę na dwa elementy. Po pierwsze, „syrop gumowy” to nie to samo co zwykły syrop cukrowy. Był to syrop z dodatkiem gumy arabskiej, która nadawała drinkom bogatszą, jedwabistą teksturę. Po drugie, i co ważniejsze, Thomas w swoim przepisie nie sprecyzował, jakiego rodzaju ginu należy użyć. Historycy miksologii, tacy jak David Wondrich, spekulują, że biorąc pod uwagę popularność w tamtym okresie oraz inne przepisy Thomasa (np. na Gin Fizz, który wymagał „Holland gin”), najprawdopodobniej chodziło o Genever lub coraz bardziej powszechny Old Tom Gin. Z pewnością nie był to wytrawny London Dry Gin, który zdominował rynek w późniejszych dekadach.

Akt publikacji przepisu przez Jerry’ego Thomasa miał fundamentalne znaczenie. Można go porównać do udostępnienia kodu źródłowego w świecie oprogramowania. Przed jego książką receptury były tajemnicą poliszynela, przekazywaną z mistrza na ucznia w obrębie jednego baru. Thomas zdemokratyzował tę wiedzę. Jego przewodnik pozwolił barmanom w całych Stanach Zjednoczonych, a wkrótce i na całym świecie, na spójne i wierne odtwarzanie koktajlu Tom Collins. To właśnie ta standaryzacja i powtarzalność przekształciły go z lokalnej ciekawostki w międzynarodową gwiazdę. Zasady jakości i konsekwencji, które ugruntował „Profesor”, pozostają do dziś fundamentem każdego dobrego drink bar Kraków. Dzięki niemu wiemy, że klasyka to nie przypadek, ale precyzyjnie zdefiniowana sztuka.

Anatomia Perfekcji: Przepis na Klasycznego Toma Collinsa

Po prześledzeniu burzliwej historii narodzin Toma Collinsa, nadszedł czas, aby przejść od teorii do praktyki. Współczesny Tom Collins, choć wywodzi się z receptury Jerry’ego Thomasa, przeszedł subtelną ewolucję. Dziś jest to wzór elegancji w prostocie, kwintesencja orzeźwiającego koktajlu, który można opisać jako wyrafinowaną, alkoholową lemoniadę z bąbelkami. Jego przygotowanie nie wymaga skomplikowanych technik ani egzotycznych składników, ale diabeł, jak zawsze, tkwi w szczegółach – jakości komponentów i dbałości o proporcje.

Podstawą doskonałego Toma Collinsa są cztery filary: gin, sok z cytryny, syrop cukrowy i woda gazowana. Każdy z nich odgrywa kluczową rolę w tworzeniu harmonijnej całości.

  • Gin: To dusza koktajlu. Chociaż historycznie używano ginu Old Tom, który jest nieco słodszy i nadaje drinkowi bardziej krągły, łagodniejszy charakter, dzisiejszym standardem jest wysokiej jakości London Dry Gin. Jego wytrawny, botaniczny profil z dominującą nutą jałowca stanowi idealny kręgosłup dla cytrusowej świeżości i słodyczy. Wybór ginu ma ogromne znaczenie dla finalnego smaku.

  • Sok z cytryny: To absolutnie kluczowy składnik, co do którego nie ma kompromisów. Musi być świeżo wyciśnięty. Soki z kartonu czy butelki zawierają konserwanty i mają płaski, często chemiczny posmak, który zrujnuje delikatny balans koktajlu. Świeża cytryna wnosi żywą, aromatyczną kwasowość, która jest sercem orzeźwienia w Tomie Collinsie.

  • Syrop cukrowy: Odpowiada za zrównoważenie kwasowości cytryny. Najprostszy i najlepszy jest domowy syrop cukrowy, przygotowany z równych części cukru i wody (proporcja 1:1), podgrzanych do całkowitego rozpuszczenia cukru.20 Pozwala to na precyzyjną kontrolę słodyczy.

  • Woda gazowana: To ona nadaje koktajlowi lekkość i „żywotność”, o której pisał Jerry Thomas. Klasycznym wyborem jest neutralna w smaku woda sodowa (club soda), która nie wnosi dodatkowych smaków, a jedynie orzeźwiające bąbelki.18

Jeśli chodzi o technikę przygotowania, istnieją dwie szkoły. Oryginalny przepis zalecał wstrząsanie ginu, soku i syropu z lodem w shakerze, a następnie przelanie do szklanki i dopełnienie wodą sodową.1 Ta metoda zapewnia idealne schłodzenie i lekkie napowietrzenie bazy. Jednak wiele współczesnych receptur sugeruje budowanie drinka bezpośrednio w szklance (tzw. „building”).Jest to prostsze i ma tę zaletę, że lepiej chroni delikatne bąbelki wody gazowanej. Obie metody są poprawne, a wybór zależy od preferencji. Pamiętaj, że Tom Collins to koktajl, który wybacza eksperymenty. Gdy już opanujesz klasyczną recepturę, możesz zacząć ją modyfikować, tworząc własne, unikalne wersje tego ponadczasowego klasyka.

Wielka Rodzina Collinsów: Odkryj Inne Wcielenia Legendy

Jednym z największych sekretów Toma Collinsa jest to, że… nie jest on jedynakiem. W rzeczywistości „Collins” to nie tyle nazwa jednego, konkretnego drinka, co nazwa całej rodziny koktajli, zbudowanych na eleganckim i niezwykle wszechstronnym schemacie. Zrozumienie tej podstawowej formuły otwiera drzwi do niemal nieskończonego świata orzeźwiających long drinków i pozwala każdemu, od domowego entuzjasty po profesjonalnego barmana, na kreatywne eksperymenty.

Podstawowe DNA każdego Collinsa jest proste i genialne: Alkohol Bazowy + Sok Cytrusowy + Słodzik + Woda Gazowana. Wszystko podane w wysokiej szklance (typu Collins lub Highball) z dużą ilością lodu. To właśnie ta uniwersalna struktura sprawia, że rodzina Collinsów jest tak liczna i zróżnicowana. Zmieniając tylko jeden składnik – alkohol bazowy – tworzymy zupełnie nowy koktajl, z własnym, unikalnym charakterem, ale wciąż wierny orzeźwiającemu duchowi oryginału.

Poznajmy zatem najbliższych krewnych Toma Collinsa. Każdy z nich nosi inne imię i opowiada inną smakową historię.

  • John Collins: To protoplasta rodu. Chociaż pierwotnie bazował na ginie Genever, dziś nazwa „John Collins” najczęściej odnosi się do wersji z amerykańską whiskey, zazwyczaj Bourbonem. Jest to Collins o głębszym, bogatszym profilu, z nutami karmelu, wanilii i dębu, które pięknie komponują się z kwasowością cytryny.

  • Pedro Collins (lub Ron Collins): W tej wersji gin zastępowany jest jasnym rumem. Rezultatem jest koktajl o tropikalnym, słodszym charakterze, z nutami trzciny cukrowej i owoców. Czasami sok z cytryny zastępuje się sokiem z limonki, aby jeszcze bardziej podkreślić jego karaibski rodowód.

  • Pierre Collins: Francuski kuzyn w rodzinie, przygotowywany na bazie koniaku lub brandy. Jest to najbardziej wyrafinowana i złożona wersja, z nutami suszonych owoców, przypraw i dębiny. Idealny na bardziej formalne okazje.

  • Vodka Collins: Znany również jako „Joe Collins” w niektórych kręgach, to wersja dla tych, którzy cenią sobie czystość i prostotę. Wódka, jako alkohol neutralny, pozwala cytrusom i słodyczy grać pierwsze skrzypce, tworząc niezwykle rześki i czysty w smaku koktajl.

  • Juan Collins: Meksykański odpowiednik, w którym główną rolę gra tequila (zazwyczaj blanco). Dodaje on do klasycznej formuły charakterystyczne, ziemiste i lekko pikantne nuty agawy.

  • Joe Collins: Chociaż ta nazwa bywa używana zamiennie z Vodka Collins, częściej odnosi się do wersji ze szkocką whisky. Jest to wariant dla odważnych, w którym dymne i torfowe nuty whisky tworzą zaskakujący, ale fascynujący kontrast z cytrusową świeżością.

Aby ułatwić nawigację po tym fascynującym świecie, poniższa tabela przedstawia mapę rodziny Collinsów.

Nazwa

Alkohol Bazowy

Charakterystyczny Profil Smakowy

Tom Collins

Gin (Old Tom / London Dry)

Botaniczny, jałowcowy i klasycznie orzeźwiający.

John Collins

Bourbon / Whiskey

Pełniejszy, z nutami dębu, karmelu i wanilii.

Pedro / Ron Collins

Jasny Rum

Słodki, tropikalny, z nutami trzciny cukrowej.

Pierre Collins

Koniak / Brandy

Elegancki, złożony, z nutami suszonych owoców i przypraw.

Vodka Collins

Wódka

Czysty, rześki, z dominującą nutą cytrusową.

Juan Collins

Tequila

Ziemisty, lekko pikantny, z wyraźnym smakiem agawy.

Joe Collins

Szkocka Whisky

Zaskakujący, często z dymnym lub torfowym finiszem.

Możliwości na tym się nie kończą. Współcześni barmani nieustannie przesuwają granice, tworząc nowe wariacje. Zamiast zwykłego syropu cukrowego można użyć syropów smakowych – malinowego, z kwiatu bzu czy imbirowego.Do szklanki można dodać świeże owoce, takie jak truskawki, ogórek czy plasterki gruszki. Wodę gazowaną można zastąpić tonikiem (dla dodatkowej goryczki), cydrem, a nawet winem musującym, tworząc wariację bliską koktajlowi French 75. Rodzina Collinsów jest dowodem na to, że prawdziwa klasyka nie jest sztywnym dogmatem, ale inspirującą platformą do niekończącej się kreatywności.

Twoja Przygoda z Tomem Collinsem Zaczyna Się w Lastriko

Klasyka, która nigdy nie wychodzi z mody

Tom Collins to esencja prostoty i elegancji. W naszym koktajl barze w Krakowie przygotowujemy go z najlepszych składników, dbając o idealny balans i świeżość. Każdy detal – od klarownego lodu po cytrynowy aromat – jest zaproszeniem do celebracji chwili.

Po całej tej podróży – od legendy londyńskiego baru po pulsujące życie nocne Krakowa – wiesz już, że Tom Collins to coś więcej niż klasyczny gin z cytryną. To historia, która smakuje lekkością, klasą i finezją.
W naszym koktajl barze w centrum Krakowa i klubie Kraków, wśród zieleni ogrodu i ciepłego światła, ten drink nabiera nowego znaczenia. Przygotowujemy go tak, jak lubimy w Lastriko – z uważnością, elegancją i nutą beztroski.

Nie musisz znać wszystkich sekretów miksologii, żeby poczuć jego magię. Wystarczy usiąść, zwolnić tempo i pozwolić, by chwila trwała.
Bo Lastriko to nie tylko drink bar Kraków – to przestrzeń, w której klasyka spotyka nowoczesność, a każdy łyk staje się częścią Twojej własnej opowieści o Krakow nightlife.


Drink Bar Kraków – miejsce, w którym smak spotyka emocje

W Lastriko wszystko zaczyna się od atmosfery. Ogród, subtelne światło i muzyka tworzą tło, które pozwala Ci zwolnić. Nasz drink bar Kraków i klub Kraków łączą energię miasta z poczuciem beztroski. To idealna scena dla wieczoru z przyjaciółmi, romantycznego spotkania lub chwil tylko dla siebie.


Krakow Nightlife w Stylu Lastriko

Nie musisz szukać dalej – jeśli zastanawiasz się, gdzie w Krakowie znaleźć najlepsze koktajle, tu znajdziesz odpowiedź. Lastriko to serce Krakow nightlife, miejsce, gdzie czas płynie wolniej, a klasyka smakuje jak nigdy dotąd.

Zamów Toma Collinsa, unieś kieliszek i poczuj, jak prostota staje się sztuką.
Tu, w naszym barze centrum Krakowa, odkryjesz, że czasem wystarczy jeden dobrze zrobiony koktajl, by wieczór zmienił się w coś niezapomnianego.

Czytaj o Dirty Shirley, która wraca do łask.